Bloog Wirtualna Polska
Są 921 284 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nowa era (tytuł przesadzony, odnosi się do nowego systemu tworzenia wpisów).

poniedziałek, 08 sierpnia 2011 12:59

Postanowiłam, że będę zapisywać krótkie notatki w moim żeglarskim kalendarzu, który dostałam od M.. Takie rozwiązanie to świetne rozwiązanie w moim przypadku. Prawda jest taka, że ja wcale nie zapisałam o czym miałam napisać. Nie będę sama siebie oszukiwać. Nie zapisałam i już. Tak w wannie mnie natchnęło. Koniec z kłamstwami. Nawet tymi niepoważnymi, jak np. nie mogę wyjść do kina, bo mam inne zajęcia. Co prawda jak tak nie powiem, to mimo że nie chciałam, to pójdę, gdyż moi znajomi (znajome, w zasadzie) kochają mnie „odaspołeczniać”. Ale przetrwam. A skąd ta decyzja? Bo znowu przeanalizowałam starego. On ciągle kłamie. Wszystkim o wszystkim. Udaje. Mimo, że wie, że każdy wie.

 

W ogóle, chciałam napisać już wcześniej, lecz kiedy sobie uświadomiłam, że przecież mam bloga, rozpoczął się urlop Mamy i starego. A jak stary jest w domu, to trzeba uważać. Wpada do pokoju i nie daj boże akurat mam otworzoną jakąś stronę i jest reklama chociażby środków antykoncepcyjnych. Ja: stres i nerwy, to coś, co określam mianem starego: opierdziel i satysfakcja.  Internet z tym czymś to jakaś paranoja.  Kiedy wiem, że jest w domu, to zawsze mam otworzone dwie zakładki: stronę mnie interesującą w danym momencie i coś neutralnego, bez reklam (np. strona o Islandii). I gdy słyszę kroki w przedpokoju od razu przełączam na tą „bezpieczną”.  

 

 

Tyle zapisałam w okolicach początku sierpnia. Mam jeszcze jedną notatkę do przepisania, wkrótce to zrobię. To chyba była najdłuższa przerwa między jednym a drugim postem. W między czasie okazało się, że zdałam FCE. Na B. 79%. Od 80% A. Nie przejmuję się, bo wcześniej marzyłam o tym, żeby zdać na to minimalne 60%. Więc sukces. Muszę sprostować parę rzeczy, gdyż wydają mi się niewyraźnie wyjaśnione w notce powyżej. To, że piszę w dzienniku, spowodowane jest tym, że ciężko mi się jest zabrać bezpośrednio do bloga. No i właśnie ryzyko związane ze starym. Jakby on się dowiedział, że ja piszę o moim życiu, to chyba by mnie zabił. Nie, to by było fajne rozwiązanie dla mnie. Zrobiłby coś okropnego, w każdym razie. Chociaż ja kontroluję, co piszę. Nie podałam adresu, szkoły, nie jestem pewna, ale miasta też nie. Wieku można się domyślić. Imion i nazwisk też nie podałam. Blog jest po to, bym mogła odreagować. Przeanalizować fakty na sucho, na podstawie tekstu. Tak mi to lepiej wychodzi. 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330148231,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dwie walki.Walka z krypto troski i naiwna walka, wygrana, lecz okraszona ofiarami.

czwartek, 16 czerwca 2011 18:39

Minął jakiś czas od ostatniego wpisu. W sumie, zawsze mija, ale teraz wydaje mi się ten blog jakiś obcy. Trzeba go oswoić.

 

Dzisiaj były urodziny O. Złożyłam jej życzenia wydoroślenia, zmądrzenia i zdobycia umiejętności wyciągania wniosków z różnych sytuacji. Miało być złośliwie, tzn. nie miało być. Te życzenia wynikały z mojej troski o jej osobę, ale ona miała to odebrać złośliwie, a ja wtedy wytłumaczyłabym jej, jak dziecku, co miałam na myśli. Jednak, pod fałszywym uśmiechem i moim, i jej wszystko wyszło klasycznie pozytywnie. Ten cały plan może wydawać się dziwny, jeśli ktoś nie wie jaka sytuacja ma teraz miejsce. Sytuacja… zbyt dobrze mi znana, już trzeci raz zaszła. Mianowicie, O. znowu się na mnie obraziła.

 

A o to geneza.Na Dzień Dziecka miałyśmy robić kabaret. Mnie zgłosili, ona sama się zgłosiła. Tylko, że miałyśmy weekend i dwa dni na przygotowanie. Po weekendzie wciąż nie miałyśmy wybranego skeczu. Dwa dni. W poniedziałek O. miała kłopoty z komputerem, nie odebrała maila z propozycjami. Jeden dzień. Powiedziałam, że rezygnujemy, to nie ma sensu, a ja nie lubię robić czegokolwiek na ostatnią chwilę. Przyjęła to na lajcie. Spokojnie, ok. Dwie… trzy ostatnie przerwy. Nagły obrót, zero kontaktu. Na ostatniej lekcji pytanie: obraziłaś się na mnie? Nie. A miałaś za co? Tak. I temat urwany. Zero, kompletnie zero rozmowy, wyjaśnienia. Po raz kolejny. Jakiś czas temu było podobnie, dwa razy,trwało dwa, trzy dni. Wiem, że za pierwszym razem po prostu podejrzewała mnie o zdradzenie jakiejś super tajnej tajemnicy. Nie wzięła jednak pod uwagę tego, że sama się głośno wypowiadała, a wokół mojej ławki (jak zwykle) był tłum i ktoś po prostu… nie, wszyscy usłyszeli. Potem jej przeszło, wróciła. Teraz to trwa trochę dłużej… no, 16 dni. Dopiero przedwczoraj do mnie się odezwała. I wczoraj, bo przyszły wyniki z egzaminu, ale o tym może później I dzisiaj, bo życzenia. Ja ją potwornie lubię, jest oryginalna, może trochę zastraszona, ale ja najczęściej mam takie przyjaciółki. Strasznie jesteśmy do siebie podobne. Ale… różnica poglądów, poziomu dojrzałości i patrzenia na różne sytuacje. (brzmię snobistycznie, ale nic nie poradzę, może taka właśnie jestem). Boli mnie to wszystko, gdyż nie jest wyjaśnione. Tylko takie nagłe przerwanie kontaktu i nic więcej. Jest mi przykro, ale ja tego wyjaśniać nie będę. To nie ma sensu. Mam całą teorię na temat jej osoby, błędów, które popełnia i zachowań, które powtarza po osobie, której nie chciałaby znać, lecz co z tego. Nic się nie zmieni. Ja, jakby co, ją do siebie przyjmę, może coś wytłumaczę, ale zmuszać nie będę. Kończę z presją.

 

Warta opisania i wyjaśnienia jest też sytuacja, która zaistniała na ostatniej plastyce na wystawianiu ocen.  Otóż, nauczycielka jest, delikatnie rzecz ujmując, rozlazła. Oprócz mnie, nie wiem czy ktokolwiek przyniósł jakąkolwiek pracę w terminie. Ja, zawsze. I tak kiedyś sobie o tym myślałam i doszłam do wniosku, że jeżeli ktoś bez talentu, bez jakiegoś starania się i przynoszenia dodatkowych prac, będzie miał lepszą ocenę ode mnie, to coś zrobię. Tak też się stało. Kolega, który miał chyba najbardziej olewający stosunek do tego ze wszystkich, kolega przeze mnie lubiany, ale też trochę obrażany w żartobliwy sposób, dostał ocenę celującą. Ja miałam mieć i mam bardzo dobrą. Uniosłam się i zaprotestowałam. Tak być nie będzie, pomyślałam. Wyperswadowałam pani niesprawiedliwość z jaką postąpiła, zwłaszcza, że ów chłopak miał same piątki i jedną szóstkę, jeżeli chodzi o oceny cząstkowe. Nauczycielka mnie posłuchała i zmieniła ocenę, a kolega podsumował mnie jako „najwredniejszą sukę”, czego nie mam mu za złe. Rozumiem, że można by mnie znienawidzić, gdyby nie pewien usprawiedliwiający fakt. To znaczy, wcześniej spotkałam się z wyznaczaniem sprawiedliwości wśród nauczycieli. Sprawy dotyczyły mnie. Z chemii wychodziła mi czwórka, a moja koleżanka chciała również mieć czwórkę, lecz pani powiedziała, iż byłoby to niesprawiedliwe wobec mnie i oświadczyła, że jeżeli ja się poprawię na ocenę wyżej, to koleżanka będzie mogła mieć wymarzoną ocenę. Podobnie było z fizyką, tylko bez poprawiania pani podniosła mi ocenę. Już wtedy nauczona rozsądnego postępowania, zainterweniowałam.

Skoro moja szkoła lubi być sprawiedliwa, to po całości. Moje zachowanie nie było wywołane zazdrością czy jakimś osobistym uczuciem, tylko, o ile mogę tak napisać, cnotliwymi pobudkami. Oczywiście różnie to zostało odebrane, ale cóż poradzić. Na przyszłość wiem, że mam siedzieć cicho i się schować z moją szlachetną postawą. Właśnie, zapomniałam dodać, że miałam też na uwadze szóstki reszty zasłużonych osób, nie tylko swoją sytuację. Naturalne, że po dobrych relacjach z kolega nie zostało nic.

 

To tyle na dzisiaj, lecz zbliża się dużo wolnego czasu i myślę, że się uaktywnię, mocno. Może przepiszę ten felieton z… grudnia.  

Do przeczytania.

Ps. Co by nie zapomnieć, zanotuję, o czym jeszcze chciałabym napisać. 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329820355,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

jakieś poczucie winy, może współczucie.

środa, 18 maja 2011 20:26

Zaglądam już od jakiegoś czasu na to oto dzieło, ale mnie nie bierze. Spojrzę i hop! na inną stronicę. Piszę teraz, bo jestem przygnębiona. Porządnie. 

Po pierwsze oceny. Nie tylko one się liczą!, tak? Nie tylko oceny są ważne? Hm, a jeżeli one kształtują moją aurę, to co? To są ważne. I w ten sposób moja aura zdechła. Z geografii celującej nie będzie, jest mi w stanie za finał podwyższyć ocenę tylko o "jedno oczko", a że na jej lekcje nie jestem w stanie się nauczyc, to bardzo dobra mnie czeka. Z matematyki... same trójczyny, poprawiane. Dobra będzie, ale... jeśli chcę iść na profil "mat-geo" to marnie, prawda? O!, język polski...też dobra. Fajowo. Po prostu fajowo. Co prawda moja średnia to wciąż będzie "pięć coś", ale w rekrutacji mają to... tam gdzie O. ma wszystko.  Jest pasek - jest pięć punktów i tyle. 

Co tam jescze... a! Potrzebuję na gwałt rozmowy. W sensie, że szybko. I to z kimś z zewnątrz, ale wciąż inteligentnym. Będzie ciężko. Opiszę to może w weekend...

Może, bo lubię pisać jak jestem sama w domu. Teraz jestem, ale w przeciągu następnych 2-3 tygodni będzie ciężko - stary w domy. Stary... właśnie. Ma wyrzuty sumienia, powinien mieć od dawna, ale pamiętajmy o tym, że to nie zbyt mądry przypadek. I coś się on stara przywrócić... jakąś atmosferę. Ale nie ma szans. Nie u mnie, nie u Mamy, zwlaszcza po ostatniej...powiedzmy kobiecie. Dzisiaj, był prowizoryczny grill. U nas zawsze było takie coś jak próbowanie. W sensie mało higienicznie, bo bez względu na to, czyj widelec itp. Stary nie wiedział czy mięso dobre, więc dał Mamie widelca z kawałkiem. Mama się "sfrustrowała". Zdjęła mięso z widelca. Wskazał na mnie. Powiedziałam, że i tak zaraz sama zjem, a próbowanie nic nie zmieni. Poczułam ból. Uderzyło mnie jego poczucie odrzucenia, porażki i smutku. Wszystko mi odpowiedziało, że to nic, więcej mu się tego należy. Znacznie więcej i mocniej. Ale, to mnie strasznie dotknęło. I poczułam jakiś żal, poczucie winy... wstyd. To świadczy, iż jestem dobrym człowiekiem. Mimo całej krzywdy, nienawiści i obrzydzenia - współczucie. Jestem z siebie dumna. Potem zaczął coś wspominać, jakieś wakacje, ale... jak kiedyś to troche ożywiało atmosferę, tak w tym roku... nic. Zbyt dużo za nami, zbyt dużo przed nami. Nawet już się nie śmiejemy. Stary próbuję, ja się krzywię, a Mama wychodzi. Ogólnie ostatnio zaszło parę nowych zachowań, krzywdzących go. Ale, to kiedy indziej.

 

Teraz muszę się zabrać za przeklęty plan wycieczki, ktorego nie umiem  zrobić, gdyż jestem zbyt dokładna. Na stronach muzeów nie ma podanych limitow czasowych na zwiedzanie. Jak tak można?! 

 

Żegnam i przepraszam za literówki. Nie pisałam w Wordzie, a nie chce mi się wyszukiwać. 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329619334,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

.

niedziela, 24 kwietnia 2011 12:25

Kawał czasu tu nie zaglądałam. Przez obowiązki oczywiście. Właśnie, pisałam egzamin... no cóż, poszło przeciętnie, tyle tylko, że z angielskiego będę miała 100%. Świeżo po napisaniu każdego pisałam smsy do rodziców z krótką relacją. Stary standardowo odpisywal coś w rodzaju: nie martw się, będzie dobrze. Kiedy po raz setny w domu zapytał, jak mi poszło, odpowiedziałam, że nieciekawie. Powiedział, że sobie porozmawiamy, kiedy przyjdą wyniki. Rozumiecie, grozi mi po fakcie. Tak też mu odpowiedziałam, on na to, zbawca wspaniały, iż sie nie wtrącał, gdyż nie chciał mi przeszkadzać. Tylko i jedynie wiadome przekleństwo jest w stanie to skomentować. 

Teraz spędzam czas z FCE. Przyjemnie nawet. Tak z FCE, na zmianę z lasami Europy! Noż... no. Konkurs międzynarodowy, grupowy. Nie chciałam brać udziału, gdyż miałam być w grupie z M., bo P. już zaprosiła i głupio odmówić. I co?! I jestem w grupie z M. Szlag mnie bierze. W dodatku P. podzieliła tak państwa, że dostalam najgorsze i najmniej ciekawe. Polskę i okolice. A ja po konkursie geograficznym mam uraz do polskiej geografii...chcociaż, tu ją mogę usprawiedliwić, mogła pomyśleć, że będzie mi łatwiej, bo już coś tam wiem.... ale reszta?! Nic, kompletnie żadne państwo, nie leży nawet nad morzem...oprócz Rumunii i Ukrainy... i Słowenii. Tak czy owak, wcale mnie te państwa nie kręcą. A przecież w spisie była Norwegia, Niemcy, ale nie! M. pewnie ma. Ja wiem, to błahostki, aczkolwiek biorąc pod uwagę mój stosunek do tej dziewczynki, podejście, agresję i złość wszechobecną, to ktoś poniesie krzywdę. Oby nie fizyczną, bo będę miała przechlapane.

I strasznie jestem zdenerwowana, potwornie, niebotycznie.  



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329394398,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

coś tam.

piątek, 18 marca 2011 14:11

Nie pisałam, nie miałam weny, powodu ani tym bardziej ochoty. Może to w pewnym sensie płytkie, ale to wszystko było wynikiem niepowodzenia na konkursie. Zabrakło mi 3 pkt to bycia laureatką - zwolnienia z jednej częsci egzaminu. Cóż, zdarza się. Za mało czasu, za mało wiedzy, za mało zaanagażowania i za mało wsparcia. Co jest, przynajmniej według mnie, zabawne? Zaraz po odkryciu tych infromacji, wyciągnęłam dziennik i rozplanowałam system nauki. Odnalazłam podręczniki, notatki itp. i zabrałam się do odświeżania zasób wiedzy. W sumie, to nie jest śmieszne, to dobra reakcja. 

 

Piszę w dość nietypowej porze, gdyż mam rekolekcje. Jako, iż bierzmowana byłam, to już nie ma powodów ani motywacji do chodzenia do Kościoła. Siedzę w domu. Moje podejście do religii jest zatrważające, ale... no nie wierzę, nie wierzę... Zresztą, nie wyobrażam sobie życia ateistki. Co ze świętami? Co wtedy robi niewierzący? A, w przyszłości, co z dzieckiem? Religia w szkole? Komunia? Też dziwnie... no właśnie, Polska nie jest przystosowana do "niereligijnych". Ciągle jesteśmy państwem katolickim... w sensie, religia ustala każdy szczegół życia, co jest smutne. Chamuje rozwój państwa, nie zawsze, ale często. Władze boją się reakcji Kościoła, przejmujemy się ich sprzeciwem, a przecież w Polsce są też ludzie innego wyznania... zamknięte, smutne koło. Nie mi się tym przejmować, chociaż... jak nie ja, jak nie młodzież, to kto? Może moje pokolenie, w dużej mierze sceptycznie nastawione do wiary, zaprowadzi jakiś inny porządek? Zobaczymy, bo nie wiem jak inni, ale ja z przyjemnością bym się w to zaangażowała. W to i wiele, wiele więcej spraw państwowych... ale to później. 

Z takich ładnych wydarzeń, to moja szkoła grała "Piotrusia Pana" po angielsku. No, i byłam kapitanem Hookiem. Zostałam pochwalona, wielokrotnie. 3 dni później grałam kabaret z okazji Dnia Kobiet. (http://www.youtube.com/watch?v=_G2ULvpwvkk) Drugi raz już tej samej formacji. Zostałam pochwalona, wielokrotnie. 

P. powiedziała mi, że zrobiłam się pyszna... w sensie, że od pychy, cechy takiej. Nie wydaje mi się, zwlaszcza, iż coś mi się ostatnio zaświeciło w główce, ale to kiedy indziej. 

Wspominałam, że stary jest w domu? Tak, człowiek chce odpocząć, a tu taki... no. Czemu stary? Wszyscy się dziwią, że tak mówię, bo to nie w moim stylu. Ale ostatnio doszłam do wniosku, iż jak nie chcę być wulgarna, to nie mam wyobru. Tylko takie określenie pasuje. 

 

Kończę, palce mnie bolą... 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328965226,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

 123456789  »

sobota, 28 stycznia 2012

Licznik odwiedzin:  1 259

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Co tu dużo mówić (pisać?). Przez czytanie tego "dzieła" coś tam się o mnie dowiecie. ; )

straszna.j@wp.pl
GG: 13632715

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.06.2011 1:10:33
  • autor: Isaac Borkoski
  • treść: Twoj blogasek jest w...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 1259
Wpisy
  • liczba: 43
  • komentarze: 13
Księga gości: 1
Bloog istnieje od: 875 dni

Lubię to